sobota, 23 kwietnia 2011

Moda świąteczna - CIĘŻKIE TORBY I STROJNISIE.



Zastanawiam się nad terminem MODA ŚWIĄTECZNA?? Ostatnio bacznie obserwuje modę ulicy. Podziwiam różne zjawiska, łączę fakty i wyciągam wnioski, które będziecie mogli przeczytać poniżej.

Z racji, że lada moment będziemy szykować się na świąteczne śniadanie, obiad czy grill, wypadałoby przyodziać coś odpowiedniego. Jak to z nami jest? Ostatnio pisałem o dress code. A dziś o MODZIE ŚWIĄTECZNEJ. Czym się charakteryzuje? I jak powstała?

Wielu z nas podróżuje na święta do rodzinnych domów, co zmusza nas do odzieżowych ograniczeń. Zaobserwowałem dwa typy podróżnych. Pierwszy z nich to STROJNISIE, drudzy CIĘŻKIE TORBY (osobiście zaliczam się do drugich).

STROJNISIE:
Od 5 lat mieszkam we Wrocławiu, gdzie zaobserwowałem trend coroczny: Panie w czerwonych płaszczykach, baletkach z klamrą, jeansowych spódniczkach i getrach z koronką. U panów mniej drastycznie, ale też tendencyjnie pojawia się sweter (w paski najczęściej), jasny jeans i białe PUMY. Punktem wspólnym jest oczywiści laptop i PUSTY biwakowy PLECAK, który wypełni się po świątecznej rozpuście, oczywiście, jadłem.

CIĘŻKIE TORBY:
Opowiem z mojego punktu widzenia.

Godzina 7.30.
Staje przed szafą i myślę.. Hmm.. co zabrać? Problem jest na tyle duży, że mieszkam ok. 100 km od Wrocławia, gdzie w domu nie mam prawie nic, oprócz kilku starych kurtek i 2 wielkich t-shirtów.

Godzina 8.00 (do odjazdu ok. godziny)
Przebrałem się już z 30 razy, w oczach mam łzy, a torba nadal pusta. Wszystko dookoła staje się moim wrogiem, a każde słowo, kierowane w moim kierunku sprawia, że warczę jak pies, któremu zabiera się kość.
Po boju z Własnym Ja, wrzucam co mam pod ręką i wybiegam zdyszany z domu, zapominając o połowie istotnych rzeczy. Gdzie przez najbliższe dwa dni, to co zapakowałem i tak leży nieruszone.

Wcześniej przyznałem się do CIĘŻKICH TOREB, zastanawiam się z czego to wynika? Może z tego, że jestem przezorny, a może niezdecydowany? Czasem mam ochotę wsadzić całą szafę do torby, aby pozbyć się irytacji. A może ja po prostu nie lubię podróżować, choć szukam pracy jako Regio VM, który tuła się po miastach od poniedziałku do piątku, z jedną walizką szmatek. Koszmar, ale czego nie robi się dla zaspokojenia potrzeb kariery.
Moda świąteczna przypomina trochę tę niedzielną, ale nie jest do końca taka sama. Bardziej celebruje się dobór stroju. Istnieją pewne klucze, które pod żadnym pozorem nie należy łamać!

Wczoraj stwierdziłem, że Polacy, tzn. panowie, dbają z nienaganną starannością o długość swoich włosów. Jestem zawsze pozytywnie zaskoczony, gdy na 10 facetów, 9 ma przyzwoitą fryzurę. A może to wynik zbliżających się świąt? :) Tendencja jest nieskomplikowana, dość krótka, przystrzyżona mocniej przy bokach. Brawo!

Śmieję się z M, który czasem jak małe dziecko, biega rano po domu nie wiedząc o co chodzi i krzyczy: "Kurwa mać! Nienawidzę jeździć! Nie wiem co mam zabrać?! Mam ciężką torbę!"... hehe. Siedząc obok śmieje się i mówię spokojnym głosem: "Uspokój się, przestań się denerwować..". Zapominając o tym, że sam tak potrafię się zachowywać.
To całe podróżowanie na święta zawsze mnie wkurza, ale jest coś co mi to wynagradza.
Radość Mamy z mojej wizyty, pyszny domowy obiad i "ględzenie" Babci. :)

Wesołych
Kamil :*

wtorek, 19 kwietnia 2011

Retrospekcja - Pokolenie Y.



Właśnie przejrzałem mój blogowy dorobek. Były momenty, iż wątpiłem. Zastanawiałem się nad sensem, byłem rozczarowany, gdy coś nie szło jak powinno. Dziś zobaczyłem swoje pierwsze foto na moim blogu i..

Właśnie.. co? Sentymenty? Widzę siebie sprzed tych wielu miesięcy: inny, dojrzalszy, niby bogatszy o doświadczenia. Dziś przechodzę kryzys egzystencji. Nie wiem czym jest to spowodowane. Może kwalifikuję się na terapię? Może jestem tym, jednym z wielu, o których mówi się POKOLENIE MILENIUM. Choć cechy jakie są im przypisywane, do końca nie pokrywają się z moimi. Jestem "panem sieci" - mam prawo do dowolnego korzystania i wyrażania własnej opinii, w ramach choćby prowadzenia bloga. Czy pokolenie Y, które pochodzi z wyżu demograficznego lat 80. XX wieku, to plaga nieudaczników i leserów będących na garnuszku, ograniczających się do wirtualnej rzeczywistości, wykluczając realne życie?

Pokolenie Y to młodzi ludzie, zagubieni w realiach. Nie wiem, czy zdają sobie sprawę jak żyje się bez rodziców, a w szczególności bez ich pieniędzy. Są panami własnego losu, chętni do działania, lecz nie do końca zaangażowani, szybko nudzący się. To pokolenie ludzi świadomych siebie, pewnych i chcących poznawać świat, wykluczając szarzyznę. Nie straszne im nowinki techniczne, chłoną trendy, chcą być na fali. Czy mój blog to droga do bycia na fali? Czy wszyscy blogerzy przypadkiem nie dążą do "zauważenia", jacy są otwarci i tolerancyjni?

W moim drugim poście określiłem kim jest Kamil - Szafiarka (nazwa przyszła później). Zrobiłem to z łatwością, zastanawiam się, czy dziś powtórzyłbym, któryś z tych punktów. I zadaje sobie też pytanie, czy może zmienić koncepcje? Czy ma być to blog tylko o modzie, a może zacząć pisać o życiu blogera? O tym co czuję, a nie tylko o tym, co mam dziś na sobie. Dziś już wiem, że to nie łatwe, to swego rodzaju pornografia emocjonalna, pisanie o swoich przeżyciach, porażkach i sukcesach.

Miesiąc kwiecień, będzie miesiącem przemyśleń. Postanowiłem nie umieszczać stylizacji. Nie wiem, w którą stronę pójdzie mój blog. Może tak jak u FwSZ, przychodzi taki moment, gdzie nie ma już się ochoty, a może nie jest to już najważniejsze pozować do zdjęć i wrzucać je do sieci. Nie raz było tak, że moje codzienne stylizacje były lepsze od tych "wymuszonych". Byłem zły, ale przechodziło mi po wyjściu z domu. Czułem się i tak świetnie.

Więc jak to ze mną jest? Czuję się trochę niespełniony, ale wiecie co Wam powiem..
każdy z tych postów był szczery i niewymuszony. Był jak moje "pierwsze blogowe dziecko". Cieszył mnie każdy komentarz. Każda kolejna cyferka w liczniku. Dziś widząc swój blogowy dorobek wiem, że było warto. Nie ma w tym odrobiny sztuczności.

Czy należę do pokolenia Y? Myślę, że po trochę tak. Każdy z nas w tym siedzi.. każdy bloger.. Traktujemy Internet jak nasze najlepsze buty. Nie możemy bez niego żyć. W tym całym wirtualnym zamieszaniu, pamiętamy na szczęście o realnych ludziach. Odczuwamy potrzebę rozmowy w cztery oczy, bez pośredników w postaci komputera i sieci..

Kamil

piątek, 15 kwietnia 2011

Męski Dress Code, czyli co ciekawego możemy "wyczytać" w męskim stroju.

Ha!
Dress Code to zasady doboru stroju do okazji. Współczesna moda kusi nas do eksperymentowania z wyglądem, większość ludzi ślini się na indywidualność, a co za tym idzie, na łamanie Dress Cod-u. Sam Dress Code, z formy ustnej przeistoczył się w pisemne normy tego co wypada, należy, a co jest niewskazane. Skąd pomysł na sugerowanie? Czy jest to czysty zamach na indywidualność?

Każdy, no prawie, facet doświadcza zakupu swojego pierwszego garnituru. Jest to koszmar dla młodego człowieka, który zostaje "obdarty" ze swoich ukochanym jeansów i koszulki z nadrukiem "NIRVANA". Wciska się go w sztywny kołnierzyk, który próbuje udusić, przy każdej nadarzającej się okazji, gdy np. chce napić się wody.
Buty cisną go nieubłaganie, a w sercu rodzi się tęsknota za trampkami, które ze swojej, choćby starości, wołają o pomstę.
Skąd pomysł na garnitur? Przecież dodaje lat, jest niewygodny i z każdego urwisa robi grzecznego kleryka. Czym sobie zasłużyliśmy?! Dlaczego na oficjalnych przyjęciach nie można czuć się swobodnie w swoim stroju. Wiem, że każdy kto czyta ten fragment jest przerażony, ale czy nie było by łatwiej? Czy garnitur to nie zamach na naszą indywidualność? Przecież można zluzować. Po co usztywniać coś, co i tak jest sztywne?

Potem przychodzi pierwszy dzień w pracy. I tu dowiadujemy się, że nasz sweter jest za sportowy, a jeansy zbyt wytarte. Przychodzi kolejna irytacja. Zakupy! I zaczyna się buszowanie po Centrum Handlowym X, Y i Z. Stop!
Umówmy się.. facet wchodzi do jednego sklepu, kupuje to, co zaproponuje mu "miła" ekspedientka i wychodzi szczęśliwy z NORY ZŁA, gdzie jego kobieta mogłaby spędzić pół dnia, wydając swoje i jego pieniądze.
Ale potem! Facet wraca do domu...
zaczyna się piekło! Jego Kobieta widząc cudowne zdobycze, zachwalane przez "milutką" ekspedientkę, robi aferę na skalę światową, komentując to zwięźle: "Co to kurwa jest?" lub "Wiocha! Mój wujek Janek tak się ubiera".
Biedny facet wraca do NORY ZŁA, oddaje towar i buszuje długimi godzinami, ze swoją Kobietą, w poszukiwaniu "tego czegoś".. gdzie w tym czasie mógłby oglądać mecz w TV Sport.
I po co te nerwy i stresy, zmarnowany czas i irytacja. Nie prościej znieść Dress Code w pracy?! Wszystkim byłoby łatwiej..

Ale co by się stało, gdyby Dress Code zniknął? Czy zapanowałby chaos? Pewnie połowa firm padałby z powodu braku klientów. Czy ten cały Dress Code, to nie czysty marketing, który świdruje w naszych konsumenckich głowach? Kup! Kup! Musisz! Wypada! Należy!
A może brak DC spowodowałby falę naturystów, którzy, powołaliby się na wolność strojów, a nawet brak, co już nie jest do końca "smaczne".

Moja opinia na temat DC jest prosta! Jest potrzebny, ale jak wszystko, musi mieć swoje granice. Podoba mi się porządek jaki wprowadza, lecz czasem jest zbyt nachalny i wymusza zbyt wiele. Jako współczesne społeczeństwo odchodzimy od pewnych starych zwyczajów, zastępując je nowymi, swobodniejszymi, dostosowanymi do większości, np. swobodny strój w wielu firmach.

Jednak czasem miło jest poczuć się ważnym w dobrze skrojonym garniturze, mimo nieudogodnień jakie ze sobą niesie. :)

Trochę z przymrużeniem oka:
1. sandały i skarpetki - buty wygodne, ale jestem ciepłolubny, a poza tym stopy się nie brudzą,
2. za duży t-shirt, koszula - przytyłem lub nie jestem gejem.. oni lubią się ściskać, ja potrzebuję oddychać swobodnie,
3. sweter w paski - niby paski poszerzają, będę miał więcej w barach,
4. biała kurtka - niech myśli, że jestem czysty,
5. białe spodnie w prążki - nie lubię garniturów, ale coś odświętnego muszę mieć,
6. Fahrenheit - mocne perfumy dla mocnego faceta, zabiją najmniejszy smrodek, a przy okazji połowę miasta,
7. żel w włosach - "Na Włocha.. przecie laski lubiom"
8. garnitur i buty marki Adidas - nie starczyło na pikolaki,
9. pikolaki i jeansy dzwony - mama wybrała,
10. t-shirt w tatuaże - taniej i wszyscy widzą.

Miłego dnia
Kamil

czwartek, 7 kwietnia 2011

Schludnie, jednakże bez "łał"..

Co facet musi ubrać, aby było "łał"? U kobiet jest troszkę łatwiej, lecz nie prosto. Dziewczyna zakręci włosy, przyodzieje wysoki obcas czy ubierze spódniczkę, przy dobrych "warunkach" i można powiedzieć: "łał". A facet.. No właśnie!? Gdzie jest granica w modnym ubraniu a modnym naśladowaniu?

Właśnie przeczytałem komentarz od niejakiej Ewy. Miałem w głowie pomysł na inny artykuł, lecz jej opinia bardzo mnie zainteresowała, powiedziałbym, że nawet zainspirowała (inspiracja - ulubione słowo "antyszafiarzy").

Chcę jeszcze raz wyrazić zdanie na temat sieci odzieżowych: są dla ludzi! A teraz o blogerach i sieciówkach: są dla.. no właśnie. Zastanawiałem się dlaczego bloguję o modzie, stylach itp. Może z własnej próżności? Może gdzieś w środku jestem zakompleksiony i to jest jakaś forma terapii?
Nie powiem, że jestem szczęśliwy jak czytam ciągle: "fajne spodnie", "super look" itp. Brakuje mi ludzi szczerych w tym naszym światku. Nie interesuje mnie uliczna szczerość ludzi niewychowanych. Ewa poczyniła to dość kulturalnie. Ale jest jedna zasada: jeśli mnie oceniasz, pozwól, abym mógł wiedzieć kim jesteś. Grajmy uczciwie.

Zaskakuje mnie również "fenomen" Kamili Horodyńskiej. Dlaczego robi sobie krzywdę, wystawiając się na świecznik, ze swoim słabym poczuciem estetyki? Jest masochistką, a może ma ogromne poczucie humoru i to wszystko to projekt "antyszafy"?

Czasem czuję się jak ona. "Obnażam się" mimo dystansu do siebie i ludzi, którzy na to muszą patrzeć, czy chcą patrzeć, bo:
a. mają ubaw,
b. nie mają ciekawego życia,
c. leczą swoje kompleksy,
d. wpisz co chcesz.

Moda to sztuka, pewien rodzaj fetyszu, kult. Może być uzależniająca, co doprowadza do braku krytycyzmu wobec siebie. Większość ludzi nie rozumie po co ubieramy się w taki, a nie inny sposób. Ewo! To prawda, że każdy może ubrać rurki, okulary jak Anka W., czy doczepić sobie kosmyk jak Pan Dior, tylko po to, aby nie popaść w szarzyznę. A może dlatego, aby być sklasyfikowanym, jako ten "modny" czy "modna".

Więc czym jest to "łał" u facetów? Ja wiem.. po prostu schludność i dystans. Spójrzcie dookoła siebie ilu panów "kusi" Was zapachem, czy czystą, nierozciągniętą koszulką..

Schludny Kamil